BYSTRA ŁAWKA (Słowacja)
trasa trudna, polanki, las, skałki, wspinaczka, łańcuchy, ekspozycja, mnóstwo podejścia pod górę
(6 godzin 35 minut + odpoczynki)
Szczyrbskie Jezioro (żółty) (przez Dolinę Młynicką) Staw pod Skokiem 90 minut
Staw pod Skokiem
(żółty) Bystra Ławka 120 minut
Bystra Ławka
(żółty) Dolina Furkotna 90 minut
Dolina Furkotna
(żółty/czerwony) Szczyrbskie Jezioro 95 minut
SPRAWOZDANIE I FOTKI Z WYCIECZKI
WŚRÓD BALETU CHMUR, ZANURZENI W LODOWATEJ GARDZIELI GRANITÓW…
I nareszcie rozpoczęła się nasza pierwsza popapranka tych wakacji. W Szczyrbskim Plesie rozstaliśmy się z resztą grupy, by podążyć na spotkanie z pewną magiczną przełęczą…

Tutaj przyjęliśmy nasz „bojowy” szyk, w którym mieliśmy się utrzymywać przez całą wyprawę. Po drodze minęliśmy słowacki festyn, gdzie małe Słowaczki tańczyły w czeszkach 🙂

Pierwsze kropelki deszczyku i pierwsze wspaniałe widoczki na Baszty po prawej i Grań Soliska po lewej.

 


Pogoda zdecydowanie była po naszej stronie dopingowała nas. W momencie, gdy zatrzymywaliśmy się, zaczynało kropić, co dawało nam motywację, aby iść dalej 🙂
Odpoczynek przed wodospadem zobaczyliśmy pierwszy tego lata śnieg z bliska.
Wodospad Skok na zdjęciu jest mniej efektowny, niż w rzeczywistości i niestety nie oddaje ono jego wspaniałości.
Fajnie ta woda spadała, no i tam po raz pierwszy natknęliśmy się na łańcuchy… takie pod nogami
chyba antypoślizgowe 🙂
Z każdym krokiem tajemniczy artysta domalowywał do tego obrazu więcej poezji, pejzaż wokół nas zmieniał się z minuty na minutę. Chmury wdawały się w niesamowity balet ze szczytami posępnie wpatrzonymi w dolinę….
Czuliśmy zapach wrót Raju… Raju, na który czekaliśmy tak długo… o którym śniliśmy podczas długich zimowych nocy. Sen stawał się jawą…
Piękne widoki, chwila wytchnienia, trochę śmiechu i dużo górskiego powietrza czyli składniki tworzące atmosferę panującą przy Kozich Stawach.
Kolejny skrawek śniegu… powiało chłodem w tym lipcowym tatrzańskim dniu…
Zadnia Polana Młynicka ofiarowała nam kapitalne krajobrazy, które naładowały nas energią przed ciężkim podejściem, jakie miało się lada chwila zacząć.
Ostatni dotyk Zadniej Polany…
Odpoczynek przed zbliżającym się hardcorem… obserwowaliśmy turystów wspinających się na Ławkę i rzucających się śnieżkami… niektórzy wbrew zakazom wspinali się na Furkotny Szczyt i na Hruby Wierch. Po naszej prawej chyliły się ściany Szatana i Wielkiej Capiej Turni. Okruszek poszła sprawdzić temperaturę wody nie różniła się od temperatury wody w Bałtyku latem… czyli maks. 4 stopnie 🙂
Capi Staw jest całkiem w porządku, usiedliśmy na skałach i pojedliśmy… to była chyba najlepsza kanapka z masłem i żółtym serem, jaką w życiu jadłem.. możliwe, że to za sprawą przepięknych panoram, którymi słowackie Tatry obdarowały nas wyjątkowo hojnie tamtego dnia.
Pierwszy spacer po śniegu na tym turnusie… okazało się, że raki nie będą potrzebne, gdyż nachylenie zbocza było niewielkie. Tuż nad płatem śniegu zaczął się wyczekiwany od miesięcy hardcore, czyli wspinaczka po skałkach przy użyciu rączek 😛
Śnieg był, raki w plecaku też były, z tym, że jakieś takie niesamowicie ciężkie, zresztą bardzo podobnie jak kijki… kijków na początku używałem, bo podobno w czymś pomagają, ale raków nie było mi dane założyć na nogi, gdyż śniegu było na tyle mało, że nie chciało nam się babrać z ubieraniem się w nie… no ale za to ponosiliśmy je sobie troszkę, dociążyliśmy plecaki, żeby nie było za łatwo… bo w końcu gdzie tu przyjemność z chodzenia po górach z za lekkim plecakiem 😛
Pierwszą wspinaczkę po Bystrej Grzędzie mamy już za sobą.

W tle wspaniały widok na skuty lodem Kolisty Stawek oraz na wyłaniający się znad Szczyrbskiej Przełęczy Koprowy Szczyt.
Mozolną wspinaczkę koiły przecudne malowidła tej surowej krainy…
Śnieżek zdążył odpłynąć tuż przed naszą wyprawą.
Z tego miejsca rozciągał się rewelacyjny widok na Krywań, Wyżni Wielki Staw Furtkotny i na Dolinkę Furkotną… było bardzo ciasno, jakieś Ukrainki czołgały się schodząc z grzędy na łańcuchach… pewna zakonnica w sandałach nawet nieźle sobie radziła idąc pod prąd i tamując ruch.
Smutna chwila opuszczenia Bystrego Siodełka nastała… nasze serca na moment zapłakały…

Do połowy zamarznięty Staw Furkotny przypominał o długiej w tym roku zimie. Kłębiące się nad Szczyrbskim Plesem chmury tańcowały przy stawach ukazując nam wspaniałe widowisko cieni, przebijających się przezeń promieni słońca i chłodnych wyziewów ze skalistych gardzieli.

 

Musieliśmy znowu zanurzyć stópki w śniegowej polewie, która pokrywała częściowo odcinek Kotła Furkotnego.
Nigdy nie zapomnę, jak po zejściu z przełęczy dotarliśmy nad Wielki Wyżni Staw Furtkotny, a chmury odstawiły przed nami prawdziwy teatr… co chwila jakaś z nich dosłownie nas „pożerała” … było to bajeczne oglądać, jak co chwila wszystko, co było przed nami, znikało w białym mleku… było super! BIS!
Droga z poukładanych płyt kamiennych wiodła sukcesywnie w dół, chmury zostały nad nami, a Bystra Ławka powoli znikała za ścianą Soliska.
Za nami zaczęły wznosić się surowe gmachy pionowych wieży…
Od północy żegnały się z nami Furkotne Turnie i Soliskowy Grzebień. Po stronie zachodniej kłaniały się nam, pięknie określone przez Migotkę jako ściany Mordoru, Ostra Wieża i Siodełkowa Kopa, od wschodu zaś obserwowani byliśmy przez stalowe lico Skrajnego Soliska.
Stada kąśliwych much nie dawały nam wytchnąć w tej baśniowej scenerii…
Niezwykła sceneria nad jeziorem, z lewej Baszty, po środku Popradzkie Kopy, a po prawej Kończysta…
Trasa była długa, wymagająca, ale za to widoki były przecudowniaste… te widoczki warte są każdego poświęcenia… czułem się tak, jakbym za nie płacił własnym, osobistym potem… ale było warto… każdej kropelki 🙂
Wycieczka upłynęła nam pod znakiem mokrych spodni i ogólnie wszystkiego co mokre. Najpierw z braku miejsca Tomuś i Toudi musieli poszukać „toalety” w skałkach tuż pod Bystrą Ławką i udało im się w miarę, gdyby nie to, że turyści, którzy byli na dole, wszystko widzieli 😛 Potem Wikuś usiłował nalać mi herbatę, jednak pragnienia nie ugasiłam, bo wylądowała ona na jego spodniach, a na końcu przed samym zejściem ze szlaku „do ludzi” Skorpek odkrył swoje mokre spodnie, co było efektem pękniętej butelki na dnie plecaka 😉
autorzy: Wojtek vel Elektryk, Asia vel Waleria, Karolina vel Okruszek, Tomuś, Kamil vel Skorpek, Piotrek vel Wikuś

 



Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close