KOZI WIERCH trasa zimowa
Trasa ekstremalnie trudna, mnóstwo podejścia pod górę. Wycieczkę należy rozważać jedynie przy bardzo małej pokrywie śnieżnej, doskonałej widoczności i mrozie przynajmniej -10 stopni. Przy dojściu z Doliny Roztoki do schroniska w Pięciu Stawach Polskich należy wybrać szlak zimowy oznakowany niebieskimi tyczkami. Czarny szlak na Kozi Wierch jest zimą niewidoczny, najbezpieczniej jest podążać wschodnią grzędą na prawo od Szerokiego Żlebu. Na odcinku graniowym niebezpieczny trawers w kierunku zachodnim, trzeba zachować czujność, aby nie potknąć się o własne raki i nie zjechać żlebem w dół.
Niezbędne są raki, czekan i kijki oraz umiejętność posługiwania się nimi. Należy pamiętać o termosie z gorącą herbatą, wysokokalorycznym jedzeniu, odpowiednim ciepłym ubiorze, latarce czołówce i kocu termicznym. Niezwykle pomocne mogą się okazać: sonda lawinowa, detektor lawinowy i łopatka do śniegu.
Nie zalecamy wychodzenia na wycieczkę przy 2 oraz każdym wyższym stopniu zagrożenia lawinowego. Pamiętajcie jednak, że zginąć pod lawiną można również przy 1 stopniu zagrożenia!! Dobierajcie więc trasy wycieczek adekwatnie do własnych umiejętności, doświadczenia oraz panujących warunków!!

(10 godzin 40 minut + odpoczynki)
Czas przejścia jest obliczony na warunki zimowe, lecz jest on jedynie przybliżony. Pamiętaj, że za każdym razem przed wyjściem w góry zimą należy sprawdzić, jakie warunki panują w danym rejonie, najlepiej kontaktując się z dyżurką TOPRu. Często czas przejścia podany na mapach może być w realu 10 razy dłuższy!!! Mając to na uwadze nie planuj długich wypraw i pamiętaj, że zimą dzionek jest około 6-8 godzin krótszy 🙂
Palenica Białczańska (czerwony) Wodogrzmoty Mickiewicza 50 minut
Wodogrzmoty Mickiewicza
(zielony/czarny) schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich 150 minut
schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich
(niebieski) Niżne Solnisko 30 minut
Niżne Solnisko (czarny) Kozi Wierch 150 minut
Kozi Wierch
(czarny/niebieski) schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich 110 minut
schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (czarny/zielony/czerwony) Palenica Białczańska 150 minut
SPRAWOZDANIE I FOTKI Z WYCIECZKI
42 miesiące popapranej epopei…
zimowy pocałunek Orlej Grani nasz mały Broad Peak! 🙂
Z Wodogrzmotów ruszyliśmy w Dolinę Roztoki. Tutaj panował cień, którego atrybutem był napastliwy chłód. Wiedzieliśmy jednak, że wyżej świeci pełne słońce, słońce, którego wczoraj wcale nie mogliśmy być pewni.
Najlepszą metodę rozgrzewania się stanowił marsz, zwłaszcza w końcowym odcinku Doliny, gdzie podchodziliśmy całkiem stromym już stokiem.
Wejście do Pięciu Stawów stanowiło przejście do nowej, rozświetlonej i radosnej krainy potężnych granitowych murów okalających zaśnieżone i zamarznięte stawy.
Po regeneracji w schronisku ruszyliśmy w dalszą drogę. Słońce przyjemnie ogrzewało twarze, rosła nadzieja, że tym razem uda się osiągnąć szczyt…
… który prezentował dumnie swe potężne ciało górujące nad całą Doliną. Z tej perspektywy doskonale widać było ile wysiłku przyjdzie nam włożyć, aby wdrapać się na Koziego kolosa.
Rozpoczęliśmy spokojnie Kozimi Perciami. Szlak nie był początkowo bardzo stromy. Podchodziliśmy rozległą grzędą na wschód od Szerokiego Żlebu, która była bezpieczniejsza.
Poruszaliśmy się z mozołem. Śniegu początkowo nie było za wiele, stanowił on ponadto dobrze zmrożoną i ubitą skorupę, po której maszerowało się stosunkowo łatwo.
Z czasem jednak zaczęliśmy się troszeczkę zakopywać, co w zestawieniu z przebytą już drogą stanowiło spory trud. Dla ułatwienia w niektórych miejscach Paweł wybijał czekanami stopnie. Najskuteczniej jednak usuwały zmęczenie coraz okazalej prezentujące się szczyty Tatr Wysokich.
Nagłe ukazanie się naszym oczom „drugiej strony”, znajomych sylwetek Granatów i Żółtej Turni, oznajmiło osiągnięcie grani! Jasnym stało się, że do ostatecznego sukcesu brakuje bardzo niewiele, największe niebezpieczeństwo wciąż było jednak jeszcze przed nami.
Aby dostać się na sam szczyt musieliśmy przetrawersować w górnym odcinku Szeroki Żleb, który dotąd przez cały czas pozostawał po naszej lewej stronie. Operacja ta wymagała ogromnej uwagi, spokoju i pewności. Stanowiła swoisty test charakterów, który każdy z Popaprańców zdał z wyróżnieniem!
Ostatnie metry również wymagały ostrożności, zwłaszcza w sytuacji, gdy bliskość celu sprawiała, że chciało się niemal biec. Wreszcie jedno po drugim stawaliśmy na najwyższym szczycie w całości należącym do Polski.
Bez sensu byłoby opisywać widoki spójrzcie na zdjęcia i pomnóżcie razy sto, aby otrzymać nieco przybliżony obraz naszych wrażeń. Kto nigdy nie spoglądał z góry na morze chmur, rozbijających się niczym fale o masywy górskich szczytów, ten chyba nie będzie tego w stanie do końca pojąć.
Odnotujmy jeszcze niezwykłe warunki atmosferyczne panujące na szczycie: silne, ogrzewające słońce oraz, co było naszym ogromnym szczęściem, brak wiatru! Moglibyśmy tu siedzieć nawet parę godzin, gdyby tylko czas nam na to pozwolił.
Wypełniło się! Zeszłoroczny Zawrat miał ogromną wartość sentymentalną, jednak to Kozi Wierch okazał się najbardziej spektakularnym zimowym wejściem Popaprańców w historii. Udało się wszystko, zwłaszcza pogoda, która Podtatrza wcale w tym czasie nie rozpieszczała zasnuwając je chmurami.
Był 24 dzień lutego, równo 42 miesiące od narodzin formacji Popaprańców. Uważam, że tzw. „magia liczb” to bzdura, ale wyprawa pod znakiem szczęśliwej „24” po prostu musiała zakończyć się sukcesem!
Odwrót, jakże niechciany, również odbywał się w atmosferze maksymalnie wzmożonej ostrożności. Musieliśmy wszak ponownie przetrawersować bardzo stromy stok. 16--z-koziego-nggid044787-ngg0dyn-450x338x100-00f0w010c010r110f110r010t010
Dalej również schodziliśmy po własnych śladach. Powoli wkradało się między nasze kroki rozprężenie połączone ze zmęczeniem, mnożyły się zatem potknięcia. Nie były one jednak w stanie zakłócić rewelacyjnych humorów.
Schodziliśmy powoli spoglądając od czasu za siebie, jak gdyby chcąc upewnić się, że to wszystko przydarzyło się naprawdę.
Tak jak my sukcesywnie się obniżaliśmy, tak zalegające w Roztoce chmury delikatnie się podnosiły, przelewając dyskretnie przez próg „Piątki”. Widocznie magia miała nam towarzyszyć aż do zmroku, może jako nagroda za śmiały wyczyn?
W dolnej części masywu postanowiliśmy wymasować sobie tyłki. Dla mnie była to okazja, aby pobawić się czekanem, który sprawdzał się nie tylko, jako środek hamowania, ale także jako „wiosło” pozwalające zwiększyć szybkość podczas zjazdu. Dość słono natomiast zapłaciłem za ignorancję wobec noszenia stuptutów…
W Pięciu Stawach otuliły nas delikatne, niezbyt gęste chmurki. Wypoczęliśmy nieco w wyjątkowo gwarnym schronisku i zeszliśmy Roztoką do Drogi Balzera. Co ciekawe, gdy zeszliśmy na pewien pułap, chmury ustąpiły. Stanowiły zatem cienką warstwę, taką, która wystarczyła, aby zamienić Tatry w baśń.
Gdy my zdobywaliśmy Kozi, w Karakorum trwała już na dobre polska wyprawa, której celem jest pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik Broad Peak. Gdy piszę te słowa wyprawa wciąż trwa, ekipa czeka na pogodę. Trzymajmy kciuki, aby Los pozwolił polskim himalaistom zdobyć ten szczyt, tak jak nam pozwolił zdobyć Kozi Wierch nasz mały Broad Peak!
autor: Maciek vel Grabarzek

 



Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close