Banówka-Rohacze (trasa).
BANÓWKA ROHACZE (Słowacja)
trasa bardzo trudna, wspinaczka, łańcuchy, kominki, ekspozycja
(12 godzin 20 minut + odpoczynki)
Zverovka (czerwony/żółty) (przez Spaloną Dolinę) Przełęcz Banikowska 245 minut
Przełęcz Banikowska
(czerwony) Banówka 30 minut
Banówka
(czerwony) (przez Hrubą Kopę i Trzy Kopy Rohackie) Smutna Przełęcz 120 minut
Smutna Przełęcz
(czerwony) Rohacz Płaczliwy 45 minut
Rohacz Płaczliwy
(czerwony) Rohacz Ostry 60 minut
Rohacz Ostry
(czerwony) Wołowiec 60 minut
Wołowiec
(niebieski) Rakoń 30 minut
Rakoń
(żółty) Zabratowa Przełęcz 30 minut
Zabratowa Przełęcz
(zielony) Tatliakowa Chata 30 minut
Tatliakowa Chata
(czerwony) Zverovka 90 minut
SPRAWOZDANIE I FOTKI Z WYCIECZKI
NIESKOŃCZENIE UMIŁOWANE I UWIELBIONE, NA WIEKI…
Drżący szmer ciszy… głęboki oddech mroku… noc. Najdłuższa wieś w Polsce pogrążona w sierpniowym śnie. Nieśmiało zaglądał przez okno wachlując go co jakiś czas swą wątłą strużką światła… księżyc, pląsający wzdłuż Mlecznej Ścieżki w akompaniamencie gwiezdnych nut. Wstawaj! Chyba już czas! szeptał mu pod powieką… Daj spokój mamrotał w myślach dopiero co usnąłem
Nie zdążył skleić porządnie oczu, gdy obrzydliwy huk przedarł się przez jego trzewia wbijając gwoździe w bębenki… Gdzie ja jestem? Co się dzieje?
Po omacku błądził w czarnej przestrzeni, potykając się o coś, co okazało się później nocną szafką. Stał na niej… morderca snu! Prawie go ubił… za karę. Pomylił się, czy co? Jedna tyczka na dwunastce, druga przecinała trójkę. Zasnął przed północą, czyli kwadrans się tłukł z boku na bok? Posiedział chwilę na brzegu łoża, zamyślił się, powieki zaczęły opadać… morderca zgubił wskazówkę, jedna była cały czas na trójce… tylko jedna. Nagle z prędkością gromu pofałdowany mądrala pod jego czupryną ustawił całą maszynownię na pełne obroty PIĘTNAŚCIE PO TRZECIEJ! POBUDKA!
Kto wymyślił tak okaleczoną porę na rozpoczęcie popapranki? No kto??
Już świtało.
Płaszcz mgieł zsunął się w kierunku Orawy, drzewa otrząsały się sennie z lodowatej rosy przecierając sosnowe oczęta. Zverovka otworzyła im bramy swoich niebios o szóstej czterdzieści jeden…
Drużyna ruszyła, by stoczyć kolejny bój z wojownikami Państwa Rohackiego. Tym razem jednak przeciwnik umocnił swe szeregi…
Uzbrojeni po zęby przecierali Rohacki Trakt, zostawiając za sobą rumor, niczym Husaria pod Wiedniem…
Wynurzyło się oblicze Banówki zza ramienia Skrajnego Salatyńskiego Rycerza, zdawała się mniejsza od siostry Kopy Hrubej usiłującej za wszelką cenę dominować nad Doliną Spaloną… ale nie ulegali złudzeniom i pozorom, wiedzieli, co czai się za jej pomarszczonymi ścianami…
Ciepłe zbroje zniknęły w plecakach, popaprane wojsko zagrzewało się do walki, spragnione zwycięstwa, nienasycone lipcowym pogromem rohackiej twierdzy.

Wyrastali, jak grzyby po deszczu, Ostry z Płaczliwym… nie chcieli znowu porażki, rzucili klątwę, żeby osłabić mocarzy i pogrążyć Drużynę… ale czy zdołali odmienić ich serca?
Waleczni tracili siły, nie wszyscy jednak… podzieliła się popaprana formacja…
Naśmiewało się Wołowe Brzuszysko, złośliwe i niepokorne Nie dane wam będzie dzisiaj podeptać mój majestat!
Bali się gór potęgi, z wielkim respektem wbijali włócznie w piargową suknię Doliny Spalonej uparcie podążając naprzód… do góry.
Czas pokłonić się nastał Banikovskiemu Księciu. Stanął murem na skraju doliny pilnie strzegąc wrót do Żarskiej Krainy i Parzychwoskiego Grodu. Powitał ich ciepło, zachęcił do odwiedzin… zasadzkę na deser ostawił…
Na ramieniu Hrabiny Spalonej tchu nieco złapali, pożerając wzrokiem ciężkie kamienne przęsła dźwigające dostojnych władców, rzucających mrok u swych podnóży.
Zasiedli wreszcie na Tronie Banówkowym, co wytchnienia im przyniósł… złudnego.
Wściekły rozjuszony wicher dąć zaczął z Jałowieckiego Kraju zniechęcając dzielnych i walecznych.
Hen w oddali rozpościerał się wolności pejzaż. Chmury gładziły horyzont, wielka równina oblepiała zewsząd tatrzańskie wyniosłości.
Książę oczekiwał, nie wypadało odmawiać… ruszyli.
Ugościł sowicie u schyłku nieba, jadła dla oczu nie sposób zliczyć im było! Dech zapierało, gardła ze zdumienia kurczyć się poczęły!
Jakimi słowy opisać owe dary?? Czy nieskończona moc ludzkiej wyobraźni była w stanie objąć zjawisko, jakiego doznali?
Rozmowa z Księciem Banikovskim nie trwała długo. Rozkazał opuścić jego progi, lecz ścieżkę ciemną i niebezpieczną wyznaczył.
Pocieszeni krótką gościną poczęli drogę krzyżową ku Hrubej Księżnej.
Przegnani boleśnie stoczyli się przez ostre zębiska potwora zionącego lodowym oddechem. Poskromili owo bydlę za łeb chwytając i dusząc w uścisku.
Po grzbiecie smoka niezauważenie przemknęli zraszając krwią niepokonanych i potem niestrudzonych ziemię, po której stąpał.
Opuszczali się po stalowych linach ostrożnie w czeluście Spalonej Krainy, by po chwili wdrapywać się nazad po ostrych jak brzytwa metamorficznych kłach.
Monstrum uniosło znowu swe cielsko ku przestworzom, wyginało się na cztery świata strony, ziemia kręciła im się przed oczami jak igła w busoli… Przespacerowali się po nim, jak po parkowym deptaku od czasu do czasu asekurując się jego srebrzystym włosiem…
Trzeba im było czym prędzej do Łagodnej Pani, gdzie podobno odprężenie w nagrodę każdy włóczęga dostawał. Wyczerpani walką z mutantami musieli jeszcze przetrawersować dwa potężne pionowe zbocza opadające w otchłanie piekieł…
Jeden mały błąd mógł kosztować życie tych dzielnych ludzi, jakże odważnych i prawych. Ci jednak ze sprawnością pająka pokonywali każdą stromiznę, jakby nie zważając na przepaście i niebezpieczeństwa. Mieli mimo to baczenie i paskudnego stracha, jakkolwiek nie okazywali tego po sobie.
Dotarli do Cieśniny między Zawratami. Był to kraj niezwykły i malowniczy. Dookoła rozpościerał się miękki zgniłozielony kobierzec, na którym zasiedli jak na puszystej kołderce skierowawszy spojrzenia ku monarchom skalistym, wypatrując ptactwa w niebiesiech.
Klątwa rohackich wojowników zdawała się wypełniać… część załogi poważnie siły traciła, czarna magia wpłynęła najbardziej na orlich zdobywców, co miało szczególnie osłabić morale zespołu…
Hruba Pani zapraszała ich w swe skromne progi, niegrzecznie byłoby się spóźnić, rychło więc zmierzali ku Jaśnie Kopie.
Wszak i ona wypełniona była dostojeństwem, a nie skąpiła świetności.
Z dumą spoglądali na Złego Księcia, którego czarnych strażników zgromili, nim słońce zdążyło ubarwić lazurowo drugą część horyzontu.
Z bojaźnią zerkali na dwóch surowych rycerzy, zwyciężonych przed trzydziestoma trzema wschodami księżyca.
Na chwilę zatrzymali się wspomnieniami na łagodnych z tej odległości zarysach Orlej, kojąc zmęczenie i troski.
Opuścili żwawo Hrubą Damę, by dostać się do kraju braci Ostrego i Płaczliwego, ale po drodze czekało ich starcie z Trzema Rohackimi Zbójami. Groźni to byli osobnicy, a niepozornie wyglądający z oddali.
Wąskim, pokaleczonym erozją korytem, wdrapali się na czuprynę pierwszego z bandytów, a skopawszy mu liter cztery, nie przystanęli nawet na ptasi świergot. Wyruszyli w poszukiwaniu reszty pobratymców.
Przeprawa niemal pionową, wygładzoną jak lustro, ścianą okazała się igraszką, dostarczywszy im jednakowoż satysfakcji ze wspinaczki, którą tak bardzo sobie umiłowali.
Niestety już trzej dzielni rycerze opadali z sił…
Pokonanie drugiego Rohackiego Rozbójnika okazało się trudniejszym wyzwaniem to był prawdziwy majstersztyk taternictwa! Amatorzy, skała bez podpórek i łańcuszek made in Slovakia 🙂
Najmłodszy i jeden z najznamienitszych witezi prowadził Drużynę ku zwycięstwu nie czując lęku i bólu, często z nonszalancją druzgocąc przeciwnika niezależnie od jego potęgi…
Banda Zbójców Rohackich została rozbita na miazgę pod przerażającym naporem Popapranych Paladynów, lecz ekipa została zdziesiątkowana 🙁
Od Smutnej Bramy tylko sześcioro z nich wymaszerowało, by rozprawić się z Wojownikami.
Smutek i rozżalenie zalegały na ich licach, a serca kruszyły się z goryczy i frustracji. Najmroczniejsze uczucie nienawiści i żądza zemsty owładnęły ich duszami!
W mgnieniu oka znaleźli się u stóp Płaczliwego i nie zechcieli szczędzić mu męki. Ich złowieszczy wyraz twarzy wystraszył do tego stopnia Ostrego Bliźniaka, że w popłochu schował się za wyższego Brata.
Popaprana zawziętość w pokonywaniu niebezpiecznie wyeksponowanych pochyłości była tak duża, że zbroja Rohacza zaczęła się kruszyć w drobny pył.
Jeden za drugim wbijali się w jego barki zadając mu bolesne rany, nie zaznał litości tego dnia… cierpiał stokroć bardziej, niźli w poprzedniej potyczce…
Szala wiktorii nad pierwszym wojownikiem została już dawno przechylona na stronę Popaprańców, ostateczny pogrom był tylko kwestią czasu.
Tymczasem młodzi rycerze w chwilach relaksu pozwalali sobie na nastrojową kontemplację nad dostojnymi krajobrazami…
Monstrualni dominatorzy Rohackiego Królestwa, wyściełane trawiasto kamiennym suknem, głęboko wcięte, ponure doliny u ich stóp, owalne kopuły Zachodniego Księstwa, wbijające się w firmament iglice Monarchii Wysokiej… to wszystko składało się na majestatyczny obraz niewyobrażalnie doskonałego świata Raju!
Przemierzali cząstką tego Raju, mierzyli się z najgroźniejszymi przeciwnikami, toczyli boje z własnymi słabościami… ale zawsze zwyciężali, czynili to bowiem z wielką pasją, miłością i przyjaźnią!
Rohacz Płaczliwy pokonany w pół godziny. Nawet nie zdążył stawić oporu, nie zorientował się co więcej, kto wbił mu gwóźdź do trumny. Poległ w milczeniu…
Wyłoniła się imponująca postać Ostrego Rohacza, który zapałał do nich nieopisaną wrogością, zapragnął wendety za porażkę Brata.
Tuż za nim zatrwożony Wołowiec począł skrywać się co rusz w cieniu rzucanym przez chmury. Wiedział, że zostanie ukarany za wzgardliwe słowa, którymi witał ich u granic Spalonej Doliny.
Nie zważając na groźne miny i pokrzykiwanie Ostrego Rycerza przebiegli szaleńczym pędem przez rohackie siodło rozpoczynając podchodzenie na kolejną piramidę.
Spocząwszy na skale obmyślali strategię walki z o wiele niebezpieczniejszym przeciwnikiem, którego nie chcieli lekceważyć, pomimo jednego już zwycięstwa.
Ciasną rynną przemieszczali się pojedynczo na pierwszą głowę Wojownika. Bramy skalne po obu stronach zakleszczały się za każdym razem, gdy ktoś z nich je pokonywał, usiłując zgnieść śmiałka i strącić go w przepaść.
Nie straszna im była jednak owa batalia, umykali zwinnie spod szczęk kamiennego imadła unosząc się w górę z lekkością motyla.
Kolejna zmarszczka na facjacie Ostrego stała się prawie zjeżdżalnią na placu zabaw, w której wesolutko spędzili czas popaprani wędrowcy 🙂
Nie wytrzymał Rohacz takiego poniżenia, przygotował więc najcięższą oręż, jaką dysponował…
… zapomniał jednak nieszczęśnik, że Popaprane Ludki oprócz gór kochają również wszystkie stworzenia tego świata 😛
Rohacki Koń Ostry wybiegł im naprzeciw i miast stratować wroga i zrzucić w przestworza, dał się dosiąść i pogłaskać 🙂
Zaprzyjaźnili się ze zwierzęciem podczas lipcowego pojedynku i tak zatęsknili za sobą, że uściskom i radości nie było końca!
Załamał się Rohacz Ostry, pogrążył w rozpaczy i oddał pokłon Drużynie.
Konik pogalopował z nimi na skraj Rohackiego państwa i tam pożegnali się ze łzami i obietnicą ponownego spotkania na łonie tatrzańskiej natury 🙂
Pozostało tylko zejście z końskiego grzbietu, co sprawiło nieco kłopotu, gdyż pokaźnych rozmiarów był to zwierz 🙂
Zasiedli godnie pod ostatnią rohacką twierdzą przyglądając się w ciszy Jakubinie i jej Jarząbczemu sąsiadowi. Z nostalgią wypatrywali Królowej Orlej, która pogrążona w depresji z braku Popaprańców, utraciła radość życia. Zauważywszy swoich przyjaciół daleko na zachodzie trysnęła euforią, choć i zazdrości jej serce nie poskąpiło…
Podziwiali mięsisty garb zamarłego z przerażenia Wołowca, który wręcz raził zielonością.
Nabrawszy ponownie sił zebrali się do drogi, dzień bowiem zbliżał się ku końcowi.
Opuścili królestwo machając Konikowi i czując satysfakcję z pomszczenia swych przyjaciół, którzy w tym czasie wypatrywali ich ze Smutnej Krainy.
Jeszcze jednemu wojakowi należało się dzisiaj porządne lanie…
Ten, który szydził z nich najbardziej, który już dwukrotnie przepędzał ich ze swojego terytorium, ponownie uznał wyższość i udobruchał pięknym słońcem i bezwietrzną nań sielanką.
Zwycięzcy pamiętali o swoich przyjaciołach, to dla nich dotarli aż tutaj powaliwszy po drodze nieprzyjaciela i przełamawszy wszelkie bariery.
Prześwietnie prezentowało się Rohackie Pasmo z wołowego grzbietu. Można było zarysować palcem całą wręcz trasę i z niedowierzaniem podziwiać pokonane, schylone w pokorze strzeliste szczyty, które posmutniały cieniem.
Z prędkością wiatru znaleźli się na Rakoniu, skąd mieli jeszcze lepszą perspektywę na doniosłość i potęgę dzisiejszej marszruty.
Z bólem trzeba im było pożegnać tą magiczną krainę i udać się do Zabratowej Przełęczy, skąd najbliższa droga do domu…
Ponownie pląsali w gąszczu traw i kosówki szybko obniżając się względem rohackiej korony. Serca im płakały… z żałości. Ukochali bowiem ten świat, surowy i tajemniczy, niebezpieczny i śmiercionośny… ale im najdroższy.
Rohaccy Wojownicy rozpromienieli na chwilę i mimo porażki rzucili ciepłym pożegnaniem.
Popaprana Formacja ruszyła bystro w kierunku chaty tatliakowej, przy której odprężyli się wszyscy po całodziennym morderczym wysiłku.
Jeszcze jedna wyprawa w Państwie Rohackim czeka ich za dni kilka, równie trudna i karkołomna maraton od Przełęczy Smutnej do Brestovej… i wówczas Pasmo Rohackie będzie należało do nich 😀
Rok temu marzyliśmy o pokonaniu „Rohaczańskich” Wojowników odnieśliśmy nad nimi tryumf dwukrotnie… śniliśmy o locie nad Rysami i Przełęczą Mięguszowiecką wzlecieliśmy… pragnęliśmy zasiąść na tronach Czerwonej i Bystrej Ławki spoczęliśmy… chcieliśmy za wszelką cenę poskromić Hrabiego Kościelca pokonaliśmy, choć ze strachem i trudem… założyliśmy sobie Orlą wraz z Kasprowym zrobiliśmy tylko ze Świnką, w ogromnym znoju… Czy znużyły nas już Tatry? Czy są dla nas wciąż magiczne i czarujące? Niech każdy sam odpowie sobie na te pytania, niech zajrzy do wnętrza swego serca, które wie najlepiej. Ja powiem za siebie Tatry są dla mnie niepowtarzalnym pięknem i radością mojego życia! Są mi ukojeniem i lekiem, wodą mojej spragnionej duszy, moim żywiołem, moim światem! Choćbym po raz czterdziesty stąpał po graniach Orlej i ujeżdżał Ostrego Konia, będę je bezgranicznie wielbił tak samo… a nawet mocniej 🙂
autor: Tatrzański Chochlik 😛

 



Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close