Hala Izerska-Śniezne Kotły (trasa)
HALA IZERSKA ŚNIEŻNE KOTŁY
trasa trudna i bardzo długa, ślisko, mnóstwo podejścia pod górę, sporo odcinków asfaltem
(13 godzin + odpoczynki)
Świeradów Zdrój (niebieski) Hala Izerska 95 minut
Hala Izerska
(czerwony) Rozdroże pod Kopą 60 minut
Rozdroże pod Kopą
(czerwony) Rozdroże pod Zwaliskiem 90 minut
Rozdroże pod Zwaliskiem
(niebieski) Szklarska Poręba Górna 80 minut
Szklarska Poręba Górna (żółty) schronisko pod Łabskim Szczytem 120 minut
schronisko pod Łabskim Szczytem (żółty) Śnieżne Kotły 55 minut
Śnieżne Kotły
(czerwony) Słonecznik 180 minut
Słonecznik
(zielony) Karpacz 100 minut
SPRAWOZDANIE I FOTKI Z WYCIECZKI
Od sielankowej krainy izerskiej
do baśniowego świata mruczków 🙂

Nasze poznawanie Gór Izerskich
rozpoczęło się od zawarcia znajomości
z przesympatyczną Chatą Górzystów
na Hali Izerskiej.
Sama Hala urzekła nas sielankowymi krajobrazami i wprowadziła w melancholijne nastroje. To piękne miejsce jest również
niezwykłe z klimatycznego punktu
widzenia 20 lipca 1996 r. temperatura
spadła tu do pięciu stopni poniżej zera!
Z Hali Izerskiej wdrapaliśmy się na główny grzbiet masywu. Początkowo maszerowaliśmy wśród wysokich świerków, widok odsłonił się jednak w okolicy Sinych Skałek.
To miejsce stanowi dobry przykład
na to, jak niszczycielskie działanie kwaśnych deszczów może paradoksalnie urozmaicać krajobraz dodając mu walorów estetycznych.
Kontynuując marsz Wysokim
Grzbietem minęliśmy dawną kopalnię
kwarcu i dotarliśmy do jakże typowej
dla Sudetów formy krajobrazu grupy skalnej imponujących rozmiarów.
Czas nie pozwalał nam niestety na wspinaczkowe igraszki na Zwalisku, musieliśmy ruszać czym prędzej w stronę Szklarskiej Poręby. Do miasta weszliśmy od strony
Białej Doliny, skąd rozpościerał się przepiękny widok na całe Karkonosze
z dużym naciskiem na Szrenicę i nasz kolejny cel Śnieżne Kotły.
Ze Szklarskiej podchodziliśmy żółtym
szlakiem do schroniska pod Łabskim
Szczytem mijając po drodze kolejną
monumentalną grupę kamieni
Kukułcze Skały.
Pod schroniskiem odpoczęliśmy nieco
dłużej. Mijało nas sporo turystów
wymęczonych zejściem ze Szrenicy,
na którą oczywiście wjechali wyciągiem…
Zregenerowani ruszyliśmy pod górę w kierunku, jak powiedział klasyk (czyli Toudi), Śnieżnych Kotów… po czeskiej stronie kłębiły się nieprzyjemnie wyglądające chmury. Wreszcie osiągnęliśmy grzbiet i
wkrótce spoglądaliśmy w skalne
czeluście Śnieżnych Kot(ł)ów.
Godzinami można by podziwiać
te niemal pionowe urwiska
przystrojone tysiącami
oryginalnych, kamiennych rzeźb
anonimowego artysty.
Ruszyliśmy zatem północnym
zboczem Wielkiego Szyszaka
z żalem zostawiając za sobą
Śnieżne Mruczusie…
Zeszliśmy do Czarnej Przełęczy
po czym musieliśmy wdrapać się odrobinkę na Czeskie Kamienie.
Ta grupa skałek na pierwszy rzut oka
stanowi raczej stosik porozrzucanych kamiennych klocków, których nie uprzątnęło niesforne dziecko-gigant.
Kolejne skały na szlaku, Śląskie
Kamienie, wyglądały natomiast,
przynajmniej w moich oczach, jak
kupka poukładanych jeden na drugim
placków ziemniaczanych…
Droga ze Śląskich Kamieni na
Przełęcz Karkonoską upłynęła nam
w średnio intensywnym deszczu
zacinającym od południa.
Na szczęście chmury spłynęły
wkrótce na Pogórze Karkonoskie,
odsłaniając nam fantastyczny
zachód słońca!
W końcu dotarliśmy do Słonecznika,
skąd pozostawało już tylko zejść
najkrótszą drogą do Karpacza.
autor: Maciek vel Grabarzek

 



Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close